
Moim zdaniem …
Minęło siedem lat naszej nieobecności na Światowych Letnich Igrzyskach Polonijnych. Mam na myśli osobisty udział, bo zorganizowany Team Kanada przestał istnieć po Gdyni 2019, no i COVID-19 dołożył swoje. Siedem długich lat pozwoliło mi nabrać dystansu do całej otoczki organizacyjnej Igrzysk. Moja praca przez ponad 30 lat emigracji, związana z przywracaniem młodzieży — i tej młodszej, i tej starszej — na Ojczyzny łono poprzez Igrzyska Polonijne, dawała mi tzw. powera i poczucie trwania w misji pracy dla Polski i Polonii. Jednak coś się kończy, coś się zaczyna. Trzeba zweryfikować przeszłość i dostosować się do teraźniejszości.
WZIĄŁEM UDZIAŁ w XXII Igrzyskach Polonijnych Ustka 2026. Jak wypadają one na tle poprzednich Igrzysk, których historia sięga 1934 roku? Mówiąc językiem „Killera” — pewne niedociągnięcia były.
Uczestnicy i zawodnicy, którzy pojawili się niedawno na Igrzyskach lub wystartowali w nich po raz pierwszy, oceniają je w samych superlatywach. Dinozaury z moim lub dłuższym stażem zawsze będą tkwić w latach świetności Igrzysk, będą czynić porównania i — siłą rzeczy — będą one wypadały na niekorzyść teraźniejszości. Przez ostatnie lata zmieniło się dużo. Chcesz czy nie chcesz — mamy inną rzeczywistość, mamy inną definicję „Polonii”.

Co wymaga zmiany?
Jednym z największych błędów organizatorów jest niejasna i raczej niesprawiedliwa forma kwalifikacji uczestników do Igrzysk, w których każdy ma prawo brać udział. Jest to najważniejszy problem, który powinien zostać rozwiązany jak najszybciej, by skończyć m.in. z obrzucaniem się facebookowym błotem, bo to nikomu nie służy.
Druga sprawa to podział na grupy wiekowe i te nieszczęsne minimum pięć osób, by można było udowodnić, że 80-latek jest 80-latkiem tylko wtedy, jeśli przywlecze jeszcze czterech 80-latków. Idealnym rozwiązaniem, według mnie, jest tutaj podział wiekowy według sportowego systemu Masters. Uczestnicy sami również naciągają i oszukują regulaminy poprzez fikcyjne tworzenie takich grup lub starty w więcej niż dwóch dyscyplinach indywidualnych.
Kwestia tego, że ktoś nie mówi po polsku, nie powinna tutaj być kryterium. Jeśli masz Polskę w sercu, a do metryki nie dokopiesz się z różnych przyczyn, to tutaj, na Igrzyskach, jest Twoje miejsce. Jeśli tylko przyjechałeś po medale i naciągasz system — to na zdrowie. I spójrz sobie w swoje odbicie w lustrze.
A teraz konkrety
System rekrutacji na Igrzyska Ustka 2026 po raz pierwszy, według mnie, miał dobry start: komunikacja, dotrzymywanie terminów — choć dla tych zza oceanu potrzebne jest minimum pół roku na dogranie wszystkich dat itp. Później coś się zacięło i, co najgorsze, nastąpił podział na tych dobrych i złych.
Otwarcie — super pomysł. Przemarsz promenadą ustecką w asyście wojsk Marynarki Wojennej — łza się kręciła w oku. Przemarsz ulicami Polonusów manifestował naszą polskość i tworzył interakcję z mieszkańcami oraz turystami Ustki. Brak flagi PKOl, brak hymnu Igrzysk, brak pakietów startowych — in minus dla tych, którzy pamiętają. Rejestracja uczestników przebiegła szybko i sprawnie, z bonusem na piwo i kiełbaskę w tzw. wiosce olimpijskiej, zorganizowanej na plaży pod namiotem. Skromniutko.
Po raz pierwszy dostaliśmy możliwość wyboru hoteli lub rezygnacji z nich bez konsekwencji zbanowania uczestnictwa. Mój hotel „Morze” — na pełną piątkę. Wyżywienie i cała reszta.
Definitywnie na minus — logistyka. Brak informacji między podmiotami odpowiedzialnymi za poszczególne dyscypliny, niespodziewane zmiany lokalizacji, brak kontaktu z kimś z organizatorów. Plusem natomiast była elastyczność ekip prowadzących poszczególne dyscypliny i współpraca ekip sędziowskich z uczestnikami, choć było to tak 60 do 40% na korzyść zawodników.

Sport od kuchni
W lekkoatletyce musi być dopilnowane dopasowanie ciężarów rzutowych — ciężarka i kuli — do grup wiekowych zawodników. Związane jest to z bezpieczeństwem i ryzykiem kontuzji uczestników. Tutaj nie ma „chi, chi, chi”, a było. Duża niesprawiedliwość przy łączeniu grup dla starszych zawodników.
Pływanie: basen raczej nie spełniał wymogów do przeprowadzenia zawodów. Odległość lustra wody od słupka startowego była zbyt duża, sam słupek się chwiał i chybotał. Brak pomiarów elektronicznych i jedynie ręczne łapanie czasów zawodników przez dzieciaki z klubu pływackiego Flota Gdynia. Znów niesprawiedliwie: raz podział na grupy wiekowe, raz jego brak. Na przykład: 50 m stylem motylkowym mężczyzn — startuje tylko trzech, jeden nie kończy, medale dla wszystkich. W innych stylach było gorzej.
Siatkówka plażowa — fantastyczna grupa sędziowska i turniej na piątkę. We wszystkich pozostałych konkurencjach organizacyjnie była raczej średnia, ale na plus.

Zakończenie, wyniki i medale
Zakończenie raczej pozytywne — spotkanie z olimpijczykami czy super szantowanie. Lekkim niedociągnięciem było tutaj ekstra nagradzanie za konkurencje, które już były nagradzane. Dostałem ekstra dwa złote medale. Chyba było ich za dużo. Minusem był brak wyników z wielu dyscyplin do samego końca oraz niejasna klasyfikacja końcowa, która raczej była konsekwencją liczby startujących w poszczególnych ekipach.
I co dalej z Igrzyskami?
A teraz konkluzja tego wszystkiego. Jedno jest pewne: powrotu do tego rozmachu igrzyskowego z lat świetności już nie będzie.
Wszyscy funkcjonujemy w innej rzeczywistości i pozostaje pytanie:
Czy chcemy, by Igrzyska trwały?
Na to pytanie musimy nie tylko sami sobie odpowiedzieć, bo jest jeszcze organizator, czyli SWP. Wszyscy musimy zrewidować oczekiwania w stosunku do Igrzysk, z wielką nadzieją, że nie będzie dziwnych podziałów, niedomówień i pretensji. Nie będzie wody w ustach u organizatorów i wszelakiego hejtu w mediach — bo tak to odbiera SWP.
Bo w końcu wszyscy jesteśmy Polakami, a Polska jest najważniejsza.

Mam nadzieję na kolejne igrzyskowe spotkanie z tymi wszystkimi, których zabrakło w Ustce, gdzie będziemy nadawać wszyscy na tych samych lub podobnych falach.
Kochani, póki my żyjemy! Jerzy Dąbrowa
Tekst i zdjęcia: Jerzy Dąbrowa















About The Author
Odkryj więcej z POLONIA SPORT
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
